Nie przychodzisz mi do głowy
od miesięcy już
Wspomnień garść szuka dna
Szuka zapomnienia snu
Rozpuściłam Cię
W rosie moich łez
Zgubiłam klucz
od furtek i bram
zamknięte serce na kłódkę
Mam... Trwam... Mam... Trwam...
Czekam nadejście dnia
Dłonie składam w prośby gest
A za ściana ktoś łka
Może nie kochany też
Pogubiłeś sens
W cieniu mich rzęs
Posłucham słów
płynących zza ścian
Zamknięte serce na kłódkę
Mam... Trwam... Mam... Trwam...
Pogubiłeś sens...
Jeżeli chwila dnia odchodzi bezpowrotnie.
czy my przeminąć mamy w niej okrutni i samotni?
Jeżeli pojedynczy liść posiada sens
i miejsce, czy wolno nam zadecydować
i zgasić choćby jedno serce?
Jeżeli już jesteśmy tu na tę jedyną chwilę,
czy nie umiemy pojąć, że dano nam aż tyle?
Z nieba płyną łzy by Bogu było lżej.
W górze milczy wiatr. On wszystko o nas wie.
Że każdy spośród nas jest kruchy jak liść.
Że gdy zburzymy świat, nie mamy dokąd iść.
Z nieba płyną łzy by Bogu było lżej,
W górze milczy wiatr.
On wszystko o nas wie.
Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać
Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać
Zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami
I będą skurczone liście
Jagody z czarnymi plamami...
Trzeba mnie wziąć do domu, przy stole dębowym posadzić
Trzeba mnie długo pieścić, po zimnych stopach gładzić
A kiedy sen mnie zmorzy albo zaleję się łzami
Długo po czole miedzianym ciepłymi wodzić ustami...