Niebo.
Wierzę w Niebo. Ono jest. Byłam tam nie raz.
Potrzebę błękitnego zna wielu z nas.
Wielkie Niebo, czyste Niebo,
Jasny dach naszych ciemnych spraw.
Osłaniaj nas od złego, od lęku zbaw.
Myśli moje, myśli niespokojne nawet w snach
Niech żalu i zawiści nie przynoszą
Próbuję zmienić je w zachwytu krzyk,
W zdumienie, że jestem jeszcze chwilę.
A Niebo, wieczne Niebo
Jeśli jest sumą naszych dusz,
To blisko nam do niego.
Tuż tuż.
Oj tęskno mi tęskno, bez chłopca mojego.
Gdybym znała drogę poszłabym do niego,
ale drogi nie znam i droga daleka,
na końcu tej drogi, Jasiu na mnie czeka.
Dni moje szczęśliwe gdzieś się podziały,
jako cień zniknęły, jako wiatr rozwiały.
Albo mi się przyśniło, mi się coś stanie,
od smutku od myśli, moje ty kochanie.
Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać
Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać
Zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami
I będą skurczone liście
Jagody z czarnymi plamami...
Trzeba mnie wziąć do domu, przy stole dębowym posadzić
Trzeba mnie długo pieścić, po zimnych stopach gładzić
A kiedy sen mnie zmorzy albo zaleję się łzami
Długo po czole miedzianym ciepłymi wodzić ustami...