Odejdę, nie spamiętam, widać nie byłam święta,
widać źle mnie uczyli, widać za mało bili tata z mamą.
Nie myślcie o mnie źle, widać nam chodzi nie o to samo.
Polem, łąką, bliska skowronkom odchodzę.
Drogą, ścieżką, tam gdzie nie mieszkam, odchodzę.
Miedzą, rżyskiem, sama we wszystkim odchodzę.
Napisz do mamy, gdzie się spotkamy po drodze.
Usiłowanie
Mania mienia do znudzenia
Już opromienia nam każdy dzień
I czy to mienie to cel
Czy to mania pilnowania
Byle było, byle mniej
Magia domniemań
Mania mienia rozpłomienieniem
Zaognieniem dla tylu chceń
Niedomówienie, nie mniej
Poniechaniem zakochania
Może nawet kończyć się
Pieniądze szczęścia nie dają i szczęście to już dobrze jest mieć wcześniej (x2)
Mimo upomnień
Od sumienia, omamienia
Tym maniem mienia zdarzają się
Nie mania mienia zaś się nie docenia
A podobno komu z wozu, temu lżej
Nie mania mienia zaś się nie docenia
A podobno komu z wozu, temu lżej
Tak łatwo z rąk wymyka się
Ucieka wciąż, znika we mgle
A Ty je chcesz na własność mieć
Chcesz zamknąć na klucz
Przed światem schować
Skryć - jak skarb swój
Prywatny skarb... niemożliwe
Bo szczęście to przelotny gość
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni
Tym więcej chcesz im więcej masz
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd
Lecz to nie to, nie - to nie tak
I ciągle czegoś nam brak do szczęścia
Wciąż nam brak, tak zachłannie brak
Otwórz oczy...
Szczęście to ta chwila co trwa
Niepewna swojej urody
To zieleń drzew, to dzieci śmiech
Słońca zachody i wschody
Więc nie patrz w dal,
Bo szczęście jest tuż obok w nas
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu
Wśród chmur, w ciszy traw
Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak...
Bo szczęście to przelotny gość
Przebłysk słonecznej pogody
I dużo wie, kto pojął, że
Szczęście to garść pełna wody
Szczęście to ta chwila co trwa
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni