Proszę pozwól mi znów zasnąć we włosach twych
Chcę słyszeć twój sen i szept twojej krwi
Chcę dotyku twych ust tak czystego , jak chrzest
Nim zbudzi cię świt i chłód moich łez
Zanim chłód, zanim lęk, zanim świt , zanim dzień
Chcę strzec twego snu i tulić twój cień
Proszę pozwól mi znów czekać z tobą na deszcz
Być kroplą , co drży na skraju twych rzęs
I już nie chcę znać twoich snów
Proszę , miej własny świat
I wracaj , gdy chcesz , a ja
Będę tu
Nie mów mi , że nie ma nas
Lepiej nie mów nic
Proszę , pozwól mi raz jeszcze poczuć twój dreszcz
Niech w ciele mym gra , jak wiatr w skroniach wierzb
Pozwól , proszę niech noc ta odbierze mi wzrok
Ja źrenic mam sto na skórze mych rąk
Nie mów mi, że nie ma nas
Lepiej nie mów nic
Póki milczysz , ja wiem , że wciąż jeszcze jest czas
Chcę być światłem dnia, co pieści twą twarz
Proszę , pozwól mi dziś na tę ostatnią z prób
Nim odejdę stąd po śladach twych stóp
On często gra sam
I długo obmyśla każdy ruch.
A czasu ma dość, bo szachy to zwykle gra dla dwóch
Lecz on nie gra dla braw
Inie gra dla forsy
Dla niego ta partia to
Pytanie o tę jedną metodę na życie
On często gra sam
By wreszcie rozstrzygnąć wieczny spór:
Czy na ludzki los istnieje gdzieś zapisany wzór
Czy powinien był żyć
I wybierać inaczej?
Czy pozna regułę w grze i sprawi,
Że nie zwątpi już i nie zawaha się?
Czy istnieje jeden wzór na wszystkie nasze dni?
Czy pod ślepą strażą chmur rozpoczynamy gry
Bez szans, bez zasad i bez planu?
On często gra sam
A przynajmniej tak mu zdaje się…
I chwilami wręcz nieomal jest pewien, że już wie
On nie gra dla braw
Inie gra dla forsy.
Dla niego ta partia to pytanie o jedyną metodę na życie.
Ufamy światu a on nam jakby mniej
Ufamy światu, jak pąki kwiatów, gdy jesień jeszcze hen
Ty idziesz świecie w świat i nie oglądasz się
Ja świata poza tobą nie widzę
Najtrudniej kochać mniej
Im dalej nam świecie do siebie, tym nam i mniej tęskno
Za każdy gram manny niebieskiej płacę słona rzeką
Za każdy gram