Zapomnę, po kolei nasze dni,

zapomnę, jak cię nie zapomniał nikt,
zapomnę, że w życiu trafiłam na zdradę.

A po mnie nie zastanie nawet ślad,
ogromnie lubię zniknąć z twoich akt,
przytomnie zmieniłam fryzurę i adres.

Kosztownie wygląda twój błąd,
gdy dałeś mi dostęp do kont.

Zapomnisz o obiadach z drogich dań,
zapomnisz o powabach młodych pań,
komornik zamieni twe życie w makabrę.


Jak myślisz, czy tam, za ostatnią już ciszą, 

Tam, skąd się listów nie pisze
Nasze czułe dusze dwie znowu rozpoznają się
I czy spotkają się?

Czy dusze znają mowę dotyku?
Czy wymieniają spojrzenia?
Czy mijają się w milczeniu,
Czy w nieznanym nam języku rozumieją się?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.

Czy dusze są tu, obok nas, jak powietrze?
Czy są odległe, jak gwiazdy?
Czy unoszą się na wietrze
Albo cicho wiją gniazda z przedwieczornej mgły?

Szczęśliwi w niewiedzy znajdą pocieszenie.
Jak dobrze mi z nadzieją że nie ma nieistnienia.

Czy myślisz, że tam niskie lipcowe słońce
Da swego ciepła nam więcej?
I czy dusze nasze na rozgadanej wonnej łące będą mogły trzymać się za ręce?