Żył sobie raz sam malutki bit
samotny tak, że aż mi wstyd
i gdy pochmurne zaliczał dni
zwykł śpiewać, że bardzo mu się ckni.
Tak tęsknił biedak za bitami
- byliście sami tacy sami-
jak był samotny kolega bit,
gdy, łkając, sam wypełniał pit.
Latał więc nasz bit na prywatki,
dając tym samym przykład rzadki
bitu, co pląsał jak kobita-
lekko i zwiewnie przy big beat'ach.
Samotność jednak nie ma taktu,
zgorzkniały krążył to tam to tu,
aż kiedyś nucąc "Could you be loved"
zobaczył napis Microsoft.
Śmiało więc bit naciska Enter,
Wchodzi i widzi dużo pięter,
A każde jeden bit zajmuje
Tak dużo bitów tam bituje.
Na jego widok aż zawrzało;
"Ciebie nam tutaj brakowało,
31 plus ty to da
wspaniałych bitów 32!"
I żyją tak aż brak mi strof tu
Pod ciepłym dachem Microsoftu
I wierzę w nich jak w Króla Lwa,
Bo dają mi Start 32.
Microsoft, Start 32, Microsoft, Start 32...
I o co tyle milczenia?
Między nami niewiele się zmienia
To miłość jest inna
Niełatwa, nieskromna, niewinna
I o co tyle milczenia?
Lepiej mów, że mam serce z kamienia,
Że się zmieniam, jak moda, kobieta i szczęście i woda
Każda moja łza i wspomnienie chrztu
Popielata mgła, śnieg na szczycie gór
Tropikalny deszcz, lód na szklanki dnie
I mój złoty pot, gdy kochamy się
Mogą jutro być chmurą, rzeką
Mogą jutro być wieczną bielą
Mogą jutro być burzą, rosą
Mogą jutro być akwarelą
Chmurą, rzeką
Wieczną bielą
Burzą, rosą
Akwarelą
I o co tyle milczenia?
W takiej ciszy źle brzmi: "Do widzenia"
Ja nie proszę, nie płaczę
Ja kocham codziennie inaczej
Każda nasza noc do utraty tchu
Zakochany wzrok i spotkanie ust
Przenikanie dusz, obietnice Twe
I mój złoty pot, gdy kochamy się
Mogą jutro być inne, nowe
Mogą jutro być obłąkane
Mogą jutro być zgasłe, żadne
Mogą jutro być zapomniane
Inne, nowe
Obłąkane
Zgasłe, żadne
Zapomniane
Inne, nowe
Obłąkane
Zgasłe, żadne
Zapomniane
Inne, nowe
Obłąkane
Zgasłe, żadne
Zapomniane
Inne, nowe
Obłąkane
Zgasłe, żadne
Zapomniane